wtorek, 16 września 2008
Odczekałem kilka tygodni ze względu na smutne doświadczenia kolarsko-lekkoatletyczne. Po prostu (jak chyba każdemu) przemknęła mi przez głowę myśl, że główny bohater tego wywodu mógł stosować doping. Mamy już wyniki wszystkich kontroli antydopingowych, obyło się bez skandali. Czyli wszyscy herosi są czyści lub biorą coś, czego jeszcze wykryć się nie da ;-) Gwiazdy 1. Usain Bolt - z Phelpsem wygrywa, bo po pierwsze dominacji Amerykanina świat się spodziewał, a po drugie nie ilość, a jakość wspomnień jest dla mnie głównym wyznacznikiem. Na setkę pobiegłby poniżej 9,6s, gdyby chciał. Ale Bubce nikt nie bronił bić rekordy centymetr po centymetrze. Na 200m pobił rekord, który nigdy nie miał zostać pobity. Rekord w sztafecie (i prztyczek w nos Amerykanom) pasuje świetnie do kompletu. A jak jednak jest na dopingu, to go pozwę o stratę czasu na napisanie tego akapitu ;-) ![]() 2. Michael Phelps - na każdych innych igrzyskach byłby oczko wyżej, biedaczysko. Ale królowa sportu jest jedna. Mimo wszystko: 8 złotych medali, 7 rekordów świata. Tego nie pobije nikt. Szacun :-) ![]() 3. Jelena Isinbajeva - ciężko jest porównać multimedalistów z fenomenem konkretnej dyscypliny. Lecz jeśli jakikolwiek właściciel zaledwie jednego krążka na pudło u mnie zasługuje, to jest to caryca tyczki. Byłem, widziałem: uczestnictwo 11 innych zawodniczek w konkursie musi być irytujące, gdy ich dramaty czy sukcesy i tak nie mają żadnego znaczenia. Ot, godzina czekania więcej. A potem magia. Skok po złoto, skok po rekord olimpijski, skok po rekord świata. Lepiej się nie da! ![]() 4. Redeem Team - czas na jakąś drużynę. O ile złoty medal nie jest zaskoczeniem, to styl zmiatania każdego przeciwnika z parkietu (poza Hiszpanią w finale) przypominał widowisko, jakiego nie widzieliśmy od Barcelony. 5. Kenenisa Bekele - mistrz nie zawiódł. Obydwa złote medale (5km i 10km) etiopski biegacz wywalczył z uśmiechem na ustach. Medale olimpijskie w sumie: 3 złote i 1 srebrny. Lat: 26. Strach się bać :-) ![]() Wyróżnienia: pozostali jamajscy sprinterzy (dominacja), kenijscy średniodystansowcy (absolutna dominacja), amerykańscy siatkarze (absolutna detronizacja), francuscy piłkarze ręczni (treść, ale i forma: przepiękna gra, ekwilibrystycznie strzelane bramki), brytyjska specjalizacja (przytłaczający sukces w kilku wyselekcjonowanych dyscyplinach), Fabian Cancellara (zostać multimedalistą w kolarstwie szosowym to jest coś).
Polacy Wg wstępnych założeń miało być różowo (sam wieszczyłem dużo więcej sukcesów), ale po tygodniu zmagań olimpijskich dzieci neostrady zaczęły wykrzykiwać w całym internecie, by Polaków wycofać z igrzysk. Skończyło się gdzieś pomiędzy. Dla mnie nieźle. A dokładniej: gdyby ktoś powiedział mi miesiąc temu, że ani żeglarze, ani biegacze, ani pływacy nie zdobędą medalu (poza nieoficjalnym srebrem Otylii), wziąłbym 10 medali w ciemno. Zgadzam się więc w zupełności ze zczubakami, że ciekawym zjawiskiem jest swoista przypadkowość naszych medali. Być może wynika to częściowo ze słabszej psychiki, gdy stoi się w pozycji faworyta do medalu?
piątek, 29 sierpnia 2008
Do zabawy zaprasza Eurosport i najfajniejszy program w historii, Watts. Będą obowiązkowe twarde negocjacje z grawitacją kolarzy, przeszkodowców i gimnastyków, żeglowanie podczas sztormu, konie-uparciuchy, uprzejmości w piłce wodnej. Będą też Isinbajewa, Bolt, fantastyczni francuscy szczypiorniści, a nawet sam Michael Phelps. To znaczy prawie. Zresztą sami zobaczcie. Zapraszam na dramat w trzech aktach:
sobota, 23 sierpnia 2008
7:20 - jestem w metrze, pociąg odjeżdża o 8:00. Zdążę. 7:42 - jestem przy kasie biletowej, przede mną jedna osoba. Będzie dobrze. 7:43 - niestety, następuje zmiana na stanowisku pani sprzedającej bilety. To dość skomplikowany rytuał. Przekazanie pałeczki w sztafecie lekkoatletycznej, czy nawet ognia w tej olimpijskiej, wypadają blado na tym tle. 7:44 - zanim pani ustąpi koleżance, musi zliczyć i zanotować wszystkie posiadane banknoty. 7:45 - wspominałem już, że banknot 1-yuanowy ma wartość 30 groszy i jest ich przez to sporo? 7:46 - nie? To może pisałem, że są jeszcze banknoty o nominale 10 razy mniejszym? Je również trzeba ręcznie policzyć. 7:47 - udało się. Jest nowa pani w okienku! 7:48 - nowa pani niestety musi policzyć banknoty, z którymi przyszła. 7:49 - z emocji mam wypieki. 7:50 - jest już przy 5-yuanówkach, zaraz grube i koniec. 7:51 - jestem purpurowy na twarzy, widzę to w odbiciu w szybie. 7:52 - 10-yuanówki. Ma ich kilkadziesiąt. 7:53 - gdzieś w połowie się pomyliła. Zaczyna od nowa. 7:54 - jestem siny. 7:55 - w sumie nie mam co narzekać, mogła się przecież pomylić przy przedostatnim ;-) 7:56 - pani 7:57 - mam bilet. Ba, nawet miejscówkę. Na pociąg o 11:08... 7:58 - nie panikuję. "Pojadę ostatni raz w miasto" brzmi OK. 8:25 - jestem na Qianmen. To dość reprezentacyjny deptak tuż na południe od placu Tiananmen. Przejdę się, a co! 8:30 - mijam kilku mędrców, niestety małomównych:
8:40 - w okienku poczty ważna życiowa prawda:
8:50 - Mały Mur Chiński na Qianmen wygląda nieźle. Ale co to? Czyżby szpara? (za krzakiem)
8:51 - a za szparą... prawdziwy Pekin. Busted!
9:00 - Kawę z KFC da się pić. To pozytyw. 9:05 - Einstein to był gość:
9:06 - od siebie dodam tylko, że sin(2x) = 2sin(x)cos(x). 9:20 - skoro już jestem tak blisko, wejdę raz jeszcze do Świątyni Nieba. 10:00 - zbieram się z powrotem na dworzec, o którym już kiedyś pisałem. 11:08 - ruszył! 12:10 - dojechał! 12:30 - jeszcze 500 metrów. Czy czujesz się dziś lejdi, czy tylko puchem marnym?
13:00 - veni, vidi, climbed:
PS Dziękuję za uwagę. Jutro i pojutrze bawię w Peterburku, a we wtorek do pracy :-( Może popełnię jeszcze kilka podsumowań, może nie. Generalnie jednak formuła bloga się wyczerpała. KURTYNA! |
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||